Nadchodziła burza, było słychać jak kropelki wody opadają z nieba na okno dziewczyny. Lucy nie przejęła się tym, nadal czytała książkę. Gdy coś większego walnęło w jej okno, strasznie się przestraszyła i zanim ktokolwiek zauważył już stała przy oknie. Nie zauważając nic dziwnego, otworzyła je. Chłodny wiatr wtargnął do pokoju dziewczyny ubranej jedynie w koszulkę jakiegoś zespołu, dresy i za duże skarpety. Aż zadrżała z zimna. Pochyliła się by zobaczyć co uderzyło w okno, już była cała mokra od deszczu. Nic nie zauważyła. Nagle razem z deszczem zaczął lecieć grad. Zanim dziewczyna się spostrzegła prawie wypadła. Ostry wiatr nie pozwalał jej z powrotem wczołgać się do środka.
- Lucy! - Przechodzący Noah zauważył ją wiszącą w oknie. Nie zastanawiając się wbiegł cały mokry do jej domu zastając gotującego Harrego. Nie przywitał się, za to szybko wbiegł na górne piętro i wtargnął do pokoju dziewczyny, wciągając ją do środka i zamykając okno. Oboje odetchnęli, i zeszli na dół. Zaskoczony Harry roześmiał się z mokrej siostry.
- Nie śmiej się ciołku. - zażartowała Lucy uśmiechając się jak mało kto.
- Rura ci pękła w łazience? - Dalej się z niej śmiał.
- Ha Ha Ha. - udała śmiech po czym odwróciła się do Noah. - Dziękuję. - Szepnęła a on tylko kiwnął głową. - Więc co tu robiłeś? - zapytała z zaciekawieniem. Uśmiechnął się.
- Idę do Evan'a, muszę wziąć od niego notatki na Historię. - Powiedział, uśmiechnęła się, zdziwiło to go. Uwielbiał jak się uśmiecha, to doprowadzało go do szału. Jej uśmiech.
- Chętnie się z tobą przejdę. - Oznajmiła po czym założyła swoje buty bojowe i płaszcz z kapturem. Noah strasznie się ucieszył że spędzi więcej czasu z Lucy, jednak nie było tego widać. Dziewczyna powiadomiła brata że wychodzi i jak można było się spodziewać, znaleźli się na dworze. Szli w milczeniu żadne z nich nie miało pomysłu na temat do rozmowy. W myślach pełne setki pomysłów, ale co wybrać. Evan mieszkał tylko przecznicę stąd, w mgnieniu oka tam doszli i nadal milczeli. Rozległ się dzwonek do drzwi który nacisnął Noah. Chłopak otworzył i w zdziwieniu zauważył Lucy, przetarł oczy myśląc że to jakieś zwidy.
- Ym, Cześć. Lucy? Mam zwidy. Prawda? - Zapytał Evan nie pewnie. Nie spodziewał się tu dziewczyny.
- Nie, jestem tu. Musiałam się przejść. - zaśmiała się z reakcji przyjaciela. On też się zaśmiał. Noah zapytał o notatki i rozmawiali chwilę. Lucy nie chciała teraz siedzieć i gadać, miała ochotę na zabawę.
- Hej, ja pójdę się jeszcze przejść. - Oznajmiła i ruszyła chodnikiem. Nie chciała słuchach jak dwóch przyjaciół gada o Historii za którą nie przepadała. Była cała mokra i myślała. Coś ją zastanawiało. Coś ją gryzło od środka.
LUCY
To coś moim zdaniem dziwnego, zawsze jak byłam z Noah'em na osobności on milczał, jeszcze bardziej dziwne jest to że ja też. Ale czemu? Znam go od przedszkola, zawsze był mi bliski. Ostatnio zachowuje się inaczej. I zawsze pojawia się kiedy kogoś potrzebuje, tym kimś jest on. Pomaga mi. Ale.. Ja nie.. nie.. nie wiem co mam o tym myśleć. Idąc tak daleko jak mogłam, nawet nie wiedziałam gdzie idę. Zza rogu ukazała mi się postać bardzo dobrze znana, co on tu robił? Siedział na chodniku. Taka jest moja odpowiedź. Ale czemu? Podeszłam bliżej by przyjrzeć czy to faktycznie on. Tak, był ubrany w bluzę i wytarte dżinsy oraz buty marki supra. Czy on.. płakał? Nie, ale schował głowę w kolanach. Czy powinnam się odezwać?
- Yym, Justin? - Odezwałam się cicho, jakbym nie chciała mu przeszkadzać. Milczał ale podniósł głowę i spojrzał na mnie. Mogę stwierdzić że nie płakał. Ale nadal siedział na chodniku.
- Ach, tak. Co u ciebie? - Wstał i otrzepał się, był suchy. Jakim cudem?
- Co tu robisz? - Zapytałam dość zdenerwowana. Zapytał co u mnie.. Idiota. Siedzi na chodniku, smutny i pyta "co u ciebie?" on naprawdę jest idiotą.
- Nic, m-możesz nie mówić nikomu że mnie tu spotkałaś? - za jąkał się patrząc w jakiś punkt za mną.
- Jak mi powiesz co tu robisz to może. - Uśmiechnęłam się, choć mu chyba nie było do śmiechu. Spojrzał na mnie smutno. Co ja mam w głowie, to ja jestem idiotą. - Przepraszam. - szepnęłam, on nie był w dobrym stanie, wyglądał na załamanego. Nagle rzucił się na mnie, przytulając się i spuszczając z siebie wszystko. Lekko szlochał, jakby płakał, jego twarz ukryła się w zagłębieniu mojej szyi. Wiedziałam że był w złym stanie. Czekałam aż się uspokoi, lekko masowałam jego plecy. Był jednym z moich przyjaciół, musiałam mu jakoś pomóc. Nie chce żeby cierpiał. Choć z wszystkich moich przyjaciół Justina znam najmniej. Nagle oderwał się ode mnie i w mgnieniu oka zniknął. Pobiegł zostawiając mnie z rozmyśleniami w głowie. Co tak naprawdę jest moim problemem?
_____________________________________________________________________
Jest i pierwszy :) Podoba się?
Przepraszam że taki krótki, następne będą dłuższe. Przysięgam :)))
Jeśli to czytasz, to skomentuj! Możesz także dać swój blog w komentarzu. Chętnie poczytam :)
Chce wiedzieć ile osób to czyta żeby mieć pewność, że chce dalej prowadzić tego bloga :3